5°C mgła

Seksualne tabu obalone - Fenomen „50 twarzy Grey’a”

W Walentynki do kin wejdzie ekranizacja książki „50 twarzy Grey’a”. Z tej okazji w wielu sieciach księgarń na półki i główne wystawy  powróciły egzemplarze pikantnej serii książek o młodej dziewczynie Anastasii i jej szefie, z którym wdaje się w romans oparty głównie na urozmaiconym, bazującym na masochizmie i brutalności seksie. Jaki trik kryje się za sukcesem tej trylogii? To pytanie zadałam sobie, próbując zmierzyć się z książką autorstwa E. L. James.

Popkulturowa perwersja

Do przeczytania „50 twarzy Grey’a” zabierałam się już kilka razy. Za pierwszym poddałam się po nieco ponad trzydziestu stronach. Nie zachwycił mnie ani styl autorki, ani sama fabuła, która była do przewidzenia już na podstawie samych pogłosek, jakie o tej książce krążyły. Kiedy poszukałam trochę więcej informacji na temat trylogii okazało się, że… początkowo było to zwykłe opowiadanie fanowskie (fanfiction) o bohaterach innej popularnej sagi, choć nie dla dorosłych, a dla nastolatków. Chodzi oczywiście o „Zmierzch” Stephanie Mayer. James pisała pod pseudonimem „Snowqueen’s Icedragon” i publikowała swój „Zmierzch” – wersja dla dorosłych, w Internecie. Ten fakt chyba oddalił mnie jeszcze bardziej od ponownej próby przeczytania jej twórczości. Jednak postępując w myśl zasady, że nie komentuję tego, czego nie znam, postanowiłam jeszcze raz sięgnąć po „Grey’a”, dając mu ostatnią szansę. Chciałam dowiedzieć się, gdzie leży źródło tej popkulturowej perwersji, która wytworzyła się wokół James i jej powieści.

Literackie nihil novi

Po skończonej lekturze musiałam przyznać jedno – ktokolwiek zajmował się reklamą tych książek, spisał się na medal. Wypromować tak szeroko i głośno w gruncie rzeczy słabo napisaną powieść to wielka sztuka. Rozpoczynając lekturę czułam się trochę, jakbym przypadkiem trafiła na bloga nastolatki o wybujałych fantazjach erotycznych. Styl pisania James nie zachwyca. I nie da się wmówić czytelnikowi, że taka była konwencja.Ale, oczywiście, nie tylko spece od marketingu stoją za sukcesem trylogii. W końcu bez czytelników nie byłoby sławy, ani pieniędzy. A może to nie sposób napisania, a sama tematyka książki była na tyle dobra, że przyciągnęła rzesze fanów? Przecież nie od dziś wiadomo, że seks jak nic innego potrafi być dźwignią handlu. Tutaj też następuje rozczarowanie. Literatura erotyczna istnieje od dawna, to nie tak, że nagle pojawiła się James, a z nią nowy gatunek literacki. „50 twarzy Grey”a nie łamie więc zatem żadnego obyczajowego tabu, bo jak seks był, tak jest i prawdopodobnie będzie. Jednak nie da się zaprzeczyć, że coś jest na rzeczy, skoro w ciągu trzech miesięcy od publikacji w samej Wielkiej Brytanii książka sprzedała się w nakładzie 4 milionów kopii. Od czasów Harry’ego Pottera nie było na Wyspach tak dobrze i szybko sprzedającej się książki. Naród oszalał? Niekoniecznie.  Dodajmy do tego 15 milionów przeznaczonych do wysyłki w Stanach i Kanadzie i mamy zaskakujący wynik – na punkcie „50 twarzy Grey’a” szaleją miliony. A przecież z literackiego punktu widzenia nie ma tu nic nowego.

Target i funkcja eskapistyczna

Na zasadzie działania odwróconej psychologii wiemy, że im bardziej czegoś nam się odradza, tym bardziej chcemy to zrobić. Być może w ten sposób podziałały słowa krytyków na przyszłych czytelników trylogii o Christianie i Anastasii. Zwykła ciekawość tego, co kryje się za tak szeroko komentowaną książką. Jednakże w wielkim oceanie odbiorców „Grey’a” jest to zaledwie narybek. 

Głównym targetem okazały się bowiem kobiety w wieku 30-40 lat, najczęściej nieaktywne zawodowo, zajmujące się wychowywaniem dzieci i pracami domowymi. Co ciekawe spory procent kobiet w tym wieku sięgał swego czasu po kolejne tomy „Zmierzchu” Mayer. W przeważającej jednak części w przypadku sagi o wampirach głównym odbiorcą były nastolatki. Tutaj jest zgoła inaczej z oczywistych powodów.

 Bardzo często mówi się, że książki pełnią funkcję eskapistyczną. Zwykle określenia te padają w stosunku do fantastyki, gdzie czytelnik przenosi się poprzez lekturę w zupełnie nowe światy i miejsca. Funkcja eskapistyczna jednak dotyczy także „50 twarzy Grey’a”. W jaki sposób? Cóż, badacze twierdzą, że panie w średnim wieku, sięgając po książkę mogą razem z bohaterką przeżywać jej uniesienia miłosne. „Uciekają” więc w jakiś sposób od swoich realnych problemów, codzienności. Dochodzi do tego funkcja kompensacyjna, kiedy czytują o pożyciu seksualnym między bohaterami wymyślnymi w książce. Rekompensują sobie w ten sposób własne nieudane lub kulejące związki, porównując się podświadomie do głównej bohaterki, a swojego partnera do Christiana Grey’a.

Krytycy na nie

Znaczna większość krytyków nie odnosiła się przychylnie do książki. Wytykali mankamenty w stylu, w sposobie narracji. Czepiali się niespójności w fabule i kontrowersji wokół powziętego tematu. Uznawali, że w książce gloryfikuje się poprzez opisane sceny erotyczne szkodliwe i zaborcze typy relacji pomiędzy partnerami. Wpływem książki na młode kobiety zainteresowali się nawet naukowcy, który zebrali dwie grupy ochotniczek do badania. W jednej grupie badano kobiety (do 24 lat), które nigdy nie czytały książki, w drugiej te, które miały jej lekturę za sobą. Okazało się, że druga grupa kobiet chętniej wchodziła w relacje partnerskie i seksualne z mężczyznami zaborczymi, ze skłonnościami do nałogów (główny bohater Christian miał problem z alkoholem). Kobiety te również miewały problemy z zaburzeniami jedzenia. Nie udało się jednak stwierdzić, czy to książki przyciągnęły tego typu zachowania, czy po prostu wcześniejsze skłonności sprawiły, że te konkretne osoby sięgnęły właśnie po ten rodzaj lektury, a nie inny. 

„Grey”a krytykowali The Guardian, The Columbus Dispatch, The Telegraph. The New York Times nie zostawił suchej nitki, oświadczając, że książka jest “nudna i beznadziejnie napisana”. Nie zmienia to jednak faktu, że „50 twarzy…” przez 20 tygodni utrzymywała się na liście USA Today jako bestseller. I może to właśnie jest słowo klucz – bestseller. Chodzi przecież o to, żeby powieść sprzedawała się najlepiej, a nie, żeby była najlepiej napisana. Można więc powiedzieć, że za tym kryje się sukces trylogii o Anastasii Steele i Christianie Grey’u. Jak to w życiu – jeśli nie chodzi o seks, to na pewno idzie o pieniądze.

Magdalena Wiejak

Seksualne tabu obalone - Fenomen „50 twarzy Grey’a” komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się