24°C bezchmurnie

Opowiadanie rodem z serialu

Zaczynają robić się coraz bardziej znane. Wiedzą już o nich nie tylko młodzież, ale także dorośli. Wygrywają z książkami, a na ich podstawie reżyserzy zaczynają tworzyć filmy.   Fanfiction. Przekleństwo każdego studenta i pracownika. Niesamowicie wciągające, bo o ulubionych, znanych bohaterach. Dla tych, którzy nie wiedzą – już przybliżam definicję. Fanfiction to opowiadania tworzone przez fanów jakiegoś serialu, filmu, książki itp. ( w skrócie także ff). Opowiadania zawierają kontynuowane historie (tzw. sequele), czasem także  wprowadzenie nowych postaci. Ale uwaga, nie tylko! Są też inne wersje tej formy, czyli alternatywne (co by było, gdyby…) oraz poboczne – rozwinięcia niedokończonych wątków itp.   To jeszcze nic! Każde fanficki, czyli pojedyncze opowiadania, dzielą się na kolejne kategorie. I takim sposobem istnieje m.in. fluff - lekki, bardzo przyjemny fik, często o tematyce romansowej. Kolejny, czyli angst, jest jego kompletnym przeciwieństwem – mroczny, przygnębiający, często zawierający elementy brutalności i przemocy, zazwyczaj kończy się śmiercią bohatera, lub bohaterów, całkowicie bez happy endu. Jest także AU (czyli alternative universe) - fik, który nie bierze pod uwagę sytuacji z serialu. Jedyną rzeczą, która jest taka sama, to bohaterowie, bo autor sam pisze im historię. Innym bardziej znanym rodzajem jest jeszcze crack. Crack to fik bardzo zabawny, bohaterowie biorą udział w bardzo śmiesznych, często nierealnych przygodach. To te najważniejsze rodzaje fanfiction. Jest jeszcze wiele, wiele, wiele (!) innych, ale gdybym miała je wszystkie opisać, zajęłoby mi to bardzo dużo czasu. Plus jest taki, że każdy autor znajdzie coś dla siebie.   Skąd taki fenomen? Czy nie mieliście czasem tak, że podczas oglądania filmu myśleliście – „Nie, ja bym tę postać przedstawił inaczej…”. Albo inny przykład. Przy finale filmu wydajecie z siebie jęki rodem z filmu przyrodniczego, ponieważ zakończenie było do luftu i jesteście zdania,  że Wy na pewno przedstawilibyście to całkowicie odwrotnie. A właśnie! I  tym momencie macie odpowiedź, skąd się wzięło fanfiction.  Zapewniam, że fanfiki zaspokoją każdego, macie moje słowo.   Przyznaję się – jestem i czytelniczką i autorką fanfiction. Zaczynałam od dr. House’a, a skończyłam na „Orphan Black” (o serialu pisałam nawet recenzję). Oceniam ten „gatunek” jak najbardziej na plus. Dzięki fanfiction zanika niedosyt, który czasami występuje, jak już wspomniałam, po obejrzeniu filmu lub przeczytaniu jakiejś książki. Poza tym, gdy piszemy po angielsku, to dodatkowo rozwijamy umiejętności językowe. Fiki bardzo poszerzają wyobraźnię i pozwalają stworzyć portret psychologiczny bohaterów taki, jaki my chcielibyśmy widzieć.    A zaczęło się od… Pisząc o fanfikach postanowiłam trochę zgłębić ten temat i poszukać jego korzeni. Niestety, nie udało mi się dotrzeć do jednego źródła. Wiem jednak na pewno, że swoje „fanowskie” kontynuacje miały takie obrazy, jak m. in. „Matrix”, „Z archiwum X”, czy „Harry Potter”. Ciekawostką jest, że autorką fanfików o młodym czarodzieju jest polska pisarka fantasy, Ewa Białołęcka. W Internecie natkniemy się także na opowiadania o Edwardzie i Belli (jakby mogło być inaczej…), Christianie Greyu i wielu innych.   Zaczęły nawet powstawać nieoficjalne magazyny (tzw. fanziny) o fanfiction. Uważam to za całkiem dobry pomysł. Niestety, opowiadania „fanowskie” chyba nie zdołają przebić się dalej. Problem tkwi w jednej rzeczy – utwory muszą być publikowane non – profit, gdyż autorzy „ożywiają” postaci już stworzone przez kogoś innego. Gdyby było inaczej, mogą zostać oskarżeni o wykorzystywanie cudzych praw autorskich. Na szczęście w Polsce przepisy tego nie wymagają, aczkolwiek w naszej ojczyźnie niewielu ludzi wie o czymś takim, jak fanfiction, a jeśli wie, nie jest aż tak bardzo zainteresowanym tą tematyką. Oczywiście najbardziej popularne jest to wśród młodzieży, ale to i tak wciąż mało. Jeżeli choć trochę Was zainteresowałam, to bardzo się cieszę. Fanfiction jest ciekawą rzeczą w dzisiejszych czasach. Studentów jednak ostrzegam – zabierzcie się za to po sesji, wiem, co mówię!   obrazek i tekst: Zofia Wijaszka  

Opowiadanie rodem z serialu komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Kultura, Wrocław - więcej informacji