13°C zamglenie

Niejestemczarli, czyli o wolności słowa

O napisaniu tego tekstu myślałem od chwili zamachów w Paryżu w styczniu tego roku. Skłaniały mnie ku temu wszystkie te ładne, widowiskowe, lecz nieprzemyślane, często populistyczne przejawy solidarności z tygodnikiem Czarli(czy jak ktoś woli dokładniej Charlie Hebdo). Tak, dobrze państwo widzicie – patrzę na to krytycznym okiem. Nie byłem, nie jestem i nie będę Czarlim. Czy w takim razie mogę być zwolennikiem wolności słowa? Naturalnie, powiem nawet więcej - podejrzewam, że szanuję prawo do niego nawet bardziej niż wielu Czarlich z polskich(i nie tylko) mediów. Dlaczego? Postaram się to w prosty sposób wyjaśnić posługując się przykładami. No to po kolei…
 

Mamy 7 stycznia 2015, do redakcji Charlie Hebdo wpada dwóch muzułmańskich braci zabijając kilku rysowników oraz redaktorów tygodnika. Jest to oczywisty, przerażający akt przemocy, który zdecydowanie należy potępić. W mediach informacje dnia o zamachu na wolność słowa. W Internecie akcja #jesuischarlie, do której przyłączają się coraz większe rzesze osób. Duża część sieci popiera inicjatywę i bierze myśl o zamachu na wolność słowa za swoją. Prawie wszyscy są Czarlim, no bo przecież głupio nie być, to modne, a skoro moi znajomi i ludzie z TV są, to muszę i ja.

 

W takiej sytuacji wyzwala się w nas owczy pęd, idziemy za tłumem, ponieważ nie chcemy być odrzuceni, chcemy być w tej grupie, która ma rację, a skoro większość dyktuje warunki, to oni mają rację, więc bezmyślnie dołączamy do nich. Czy jednak wszyscy wiedzą za kim się wstawili? Czy to rzeczywiście był zamach na wolność słowa?

 

Wszyscy Czarli wstawili się za redakcją, która od bardzo dawna szydziła z muzułmanów, chrześcijan i praktycznie każdej opozycji do lewicowej ideologii, którą oni reprezentują i promują. Dlaczego takie szydzenie skończyło się w tak tragiczny sposób? To bardzo proste. W Europie mamy zupełnie inne pojęcie rozwiązywania sporów, u nas się rozmawia, ewentualnie wchodzi na drogę sądową, niestety oni zadarli z narodem, który zupełnie inaczej postrzega rozmowy o obrażaniu ich uczuć. Tam sprawy rozwiązuje prawo Szariatu. Z tego powodu redakcja najpierw dostali ostrzeżenie, później zapowiedź zemsty, a na koniec to ostatnie. Podsumowując można powiedzieć, że dwóch wrogów tradycyjnej chrześcijańskiej Europy przelało krew z własnej głupoty.


Zostając na chwilę przy samym wątku starcia dwóch cywilizacji trzeba głośno powiedzieć, że po tym wszystkim Francuzi poddali się muzułmańskim przybyszom. Poddali się drukując w Czarlim okładkę z Mahometem trzymającym napis Wszystko wybaczone. Nie było nic w stylu – nigdy nie zapomnimy, nie było żadnego ostrzeżenia o wydalaniu z kraju, żadnych obostrzeń dla tego narodu(jak chociażby w USA po 11.09.2001). Francja w ten sposób w moim rozumieniu poddała się woli narodu, który jest narodem przyjezdnym. Smutne, lecz prawdziwe.
Dlaczego ja nie zostałem Czarlim? Nie mogłem nim zostać, ponieważ jestem bardzo daleki od poczucia jakiejkolwiek więzi z tymi ludźmi. Uważam, że złem jest wyśmiewanie i obrażanie jakichkolwiek uczuć religijnych, czy narodowych, tym bardziej w sposób, w jaki robiła to ta redakcja.


Myślę, że tym ludziom nic by się nie stało, gdyby żyli w normalnym kraju. Ponieważ po swoich wcześniejszych "satyrycznych" wyczynach byliby zwolnieni, ewentualnie siedzieliby w więzieniu.
Publiczne, intencjonalne bluźnierstwo zawsze powinno być potępiane. W naszym kraju na szczęście mamy całkiem sprawnie funkcjonujący przepis o obrazie uczuć religijnych, niestety laicka Francja już dawno wyrzekła się tradycyjnych europejskich wartości, a teraz ponosi tego skutki. Sprowadzili sobie muzułmanów, którzy funkcjonując wcześniej w zupełnie innej kulturze nie przepuszczą mimo uszu bluźnierstw na swój temat.


Jeśli prostackie(bo inaczej rysunków tej redakcji nazwać nie można) obrażanie innych ludzi, kultur i religii jest walką o wolność słowa, to ja za taką wolność dziękuję. Choć jestem przeciwnikiem multikulturalizmu, to wymagam chociażby elementarnego poszanowania dla sfery sacrum i różnorodności tradycji, szczególnie przy ścieraniu się w ramach jednego państwa różnych cywilizacji.

Pamiętajmy, że jeśli chcemy, aby ktoś szanował nas samych najpierw to my musimy pokazać szacunek zarówno dla samych siebie jak i innych.
Na koniec tego wątku powtórzę jednak, aby nie było niedomówień - zbrodnię jak każdą inną oceniam oczywiście negatywnie i potępiam, ponieważ to nie jest sposób na załatwianie tego typu spraw, aczkolwiek warto zastanowić się nad jej przyczyną zanim wyrazi się dla kogoś wsparcie.

 

Przechodząc na Polski grunt wolności słowa, to bardzo szybko po tych wydarzeniach mogliśmy sprawdzić jak w polskich mediach widziana jest wolność słowa. Mogliśmy zobaczyć, że szanowanie i uznawanie jej zależy od środowiska, które zostało zaatakowane.

 

Chodzi mi o publikację artykułu tygodnika wSieci odnośnie prywatnego życia Anny Grodzkiej. Pierwsi na tygodnik naskoczyli w większości ci, którzy tak ochoczo byli jeszcze przed chwilą Czarlim. Czy w takim wypadku nie zaatakowali oni wolności słowa? Czy nie była to próba zamknięcia ust dziennikarzom?
No właśnie. Spójrzmy na te podwójne standardy - gdy ktoś obraża czyjąś religię, przywiązanie do własnego narodu i jego tradycji, to wszystko jest w porządku – mamy przecież wolność słowa. Natomiast gdy ktoś urazi osobę homo, trans, czy też jeszcze inaczej seksualną, to od razu jest wielki krzyk.


Oczywiście nie popieram obrażania nikogo bez względu na to kim jest. Nie popieram również takiego wchodzenia komukolwiek do sypialni, wchodzenia w jego prywatne życie, to również powinniśmy uszanować, tak samo jak czyjeś uczucia religijne, bądź narodowościowe. Chodzi mi jednak o pewien kierunek, dość niebezpieczny, który został obrany w mediach głównego nurtu – większość z nich przesyła nam informacje skrojone tak, abyśmy przyjmowali to co oni powiedzą za swoje. Abyśmy przyjmowali to bez żadnej refleksji. Ostatnimi czasy karmi się nas w dużej mierze ideologią lewicową przedstawioną jednak w sposób pseudo obiektywny.


Dobrym przykładem na zakłamanie mediów jest przykład pani Karoliny Korwin-Piotrowskiej, która również była Czarlim, wspierała walkę o wolność słowa, natomiast, gdy po skrytykowaniu przez nią na jej stronie na Facebooku artykułu Wprost odnośnie Kamila Durczoka, ludzie zaczęli zadawać pytania, często dla niej niewygodne zaczęła usuwać komentarze i blokować ludzi, którzy zapytali, np. dlaczego nie jest już Czarlim. Problem tkwi jednak w tym, że jej główny zarzut wobec Wprost brzmi – nie mają dowodów, ja nie zaglądam komuś do łóżka, do jego prywatnego życia. No więc przyjrzyjmy się temu na czym ta pani zarabia. Otóż zarabia prowadząc program, gdzie prezentuje plotki dotyczące tzw. celebrytów, gdzie komentuje ich życie, ocenia ich ubiór, decyzje itd.
Jak widać wyraża ona pogląd, że co wolno jej, to nie wolno nikomu innemu. Jej oceny, przedstawianie znanych osób tak jak jej się podoba jest zgodne z regułami wolności słowa, natomiast przedstawienie w niekorzystnym świetle człowieka, który codziennie przekazuje nam jak ona to nazwała swoją wizję świata nie ma już nic wspólnego z wolnością słowa.

Zawsze należy pamiętać, że najczęściej to kto wypadnie w mediach dobrze, kogo poprą one w jakimś sporze zależy w dużej mierze od tego kto komu i ile za to zapłaci, bądź też kto kogo zna, albo co może otrzymać w zamian.
Wracając jednak do tytułowej wolności słowa – tak jak pisałem w powyższych przykładach – nie trzeba być żadnym Czarlim, aby czuć się zwolennikiem wolności słowa. W mojej opinii wystarczy szanować siebie, drugiego człowieka i jego uczucia, niezależnie od tego kim jest i skąd pochodzi. Przede wszystkim jednak należy postarać się o większe zaangażowanie w analizę materiału jaki przedstawiają nam media, aby nie dać się im zmanipulować i w całym zgiełku pozostać sobą, ze swoim zdaniem i swoimi przekonaniami.

 

 

PS.: No to kto w końcu jest tym Czarlim?

Niejestemczarli, czyli o wolności słowa komentarze opinie

  • gość 2015-02-28 14:09:09

    Dobry tekst. Też uważam, że wolność słowa stała się strasznie wyświechtanym i używanym do manipulacji medialnej pojęciem.

Dodajesz jako: Zaloguj się