11°C pochmurno z przejaśnieniami

Z rączki do rączki

| Gdzie: Wrocławski Teatr Komedia

Michael Cooney (scenarzysta horrorów i thrillerów) pisząc sztukę „Z rączki do rączki” udowodnił, że w pisaniu fars dorównuje swojemu ojcu. Jak z tym świetnym tekstem poradził sobie Wrocławski Teatr Komedia?

 

Większość wysokorozwiniętych, europejskich państw jest mniej lub bardziej socjalna. Nie brakuje takich, którzy chcą to wykorzystać. Któż z nas skrycie nie obmyślał planu, jak zarobić i się nie narobić? Nie każdemu starczyło odwagi, niektórzy mieli obiekcje etyczne, ale nie bohater sztuki. Eryk Swan wykazał się przebiegłością godną właściciela rudego ogona. Niestety zbyt późno zorientował się, że przekroczył granicę absurdu. 

 

Scena na czas przedstawienia staje się salonem państwa Swan. To tam rozgrywa się akcja, której tempo z każdą chwilą się zwiększa napędzane coraz to bardziej niedorzecznymi sytuacjami. Scenografia momentami okazuje się niewystarczająco przygotowana do tej szaleńczej akcji. Aktorom zdarza się utknąć w drzwiach i nie zgrać z dźwiękiem łomotu albo prawie spaść za kulisy ze schodów ujawniając, że nie prowadzą one na górę, a urywają się po kilku stopniach. Na szczęście są to tylko drobne niedociągnięcia, które nie rzutują na odbiór spektaklu.

 

Na wizualny odbiór przedstawienia wpływ mają także kostiumy. Każda z postaci ma swój styl i wyróżnia się poprzez ubiór. Ponad to przebieranki stanowią ważną część fabuły i same z siebie potrafią rozbawić. Nie byłoby tak, gdyby nie świetny dobór elementów garderoby.

 

 

Mocą spektaklu z pewnością jest świetnie napisany tekst. Bawiłby prawdopodobnie nawet odczytany na sucho. Jednak w teatrze widz dostaje o wiele więcej. To aktorzy tworzą atmosferę i bawią nadając indywidualność każdej z postaci. Nie inaczej jest w tym wypadku. Na szczególną uwagę zasługuje Tomasz Lulek jako Dr Chapman. Nie jest to główna rola, ale za to zagrana po mistrzowsku. Postać którą wykreował jest charakterystyczna. Bawi widza bez niepotrzebnej sztuczności, czasem nadużywanej w komediach, co i tu miało miejsce. Postać Lindy Swan, grana przez Iwonę Stankiewicz jest nieco męcząca. Nadmiar środków wyrazu powoduje, że jej bohaterka jest przerysowana i przypomina bardziej postać z kreskówki niż żywego człowieka. Podobnie sprawa ma się z postacią Brendy Dixon odgrywaną przez Marzenę Kopczyńską Ta jednak jest na scenie na tyle krótko, że nie przeszkadza to w znacznym stopniu. Denerwujący jest także Edward Kalisz w roli wujka Georga. Można odnieść wrażenie, że aktor nie gra a pajacuje na scenie momentami sam śmiejąc się z akcji zamiast w niej być. Na szczęście inni aktorzy stają na wysokości zadania. Eryk Swan (Paweł Okoński), Norman Basset (Jerzy Mularczyk), Pan Forbright (Radosław Kasiukiewicz), Pan Jankins (Marian Czerski), Sally Chessington (Dorota Wierzbicka-Matarrelli) i Pani Cowper (Emilia Krakowska) to postaci charakterystyczne z indywidualnym sposobem chodzenia i mówienia, które bawią do łez.

 

Dużymi atutem spektaklu jest też z pewnością ruch sceniczny. Każda z postaci chodzi na swój własny sposób (Sally Chessington osiąga w tej dziedzinie mistrzostwo, wpływa do salonu niczym postać z filmu animowanego). Atmosferę absurdu podkreślają gonitwy wokół sofy, do których idealnie pasowałaby muzyka z Benny Hilla oraz wspólne przemarsze i interakcje bohaterów.

 

„Z rączki do rączki” w reżyserii Wojciecha Dąbrowskiego to dwie godziny świetnej zabawy. Mimo drobnych niedociągnięć spektakl jest naprawdę zabawny. Widać to po reakcjach publiczności, która co chwilę reaguje gromkim śmiechem. Jest to świetna propozycja na spędzenie wieczoru w przyjemnej atmosferze. Naprawdę porządna dawka dobrego humoru!

 

Michalina Adamus

 

 

Z rączki do rączki komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się

Teatr, Wrocław - więcej informacji