14°C Bezchmurnie

On wrócił - i ma się dobrze!

  • Fotka nr 0 z 5
  • Fotka nr 1 z 5
  • Fotka nr 2 z 5
  • Fotka nr 3 z 5
  • Fotka nr 4 z 5

Hitler w XXI wieku. Interesująca recenzja książki o niemieckim dyktatorze

Książek o Hitlerze było już wiele. Dotykały najróżniejszych aspektów jego życia, przez czysto historyczne biografie, aż po temat jego kobiet, czy diety. Nic więc dziwnego, że postać jednego z największych zbrodniarzy XX wieku pojawiła się także w popkulturze i całkiem głęboko się w niej zakorzeniła.


Osobą Adolfa Hitlera inspirował się chociażby Eric Emmanuel-Schmitt w swojej książce „Przypadek Adolfa H.”, gdzie pisarz wysnuł wizję tego, co by się stało, gdyby Hitler dostał się na wiedeńską Akademię Sztuk Pięknych i jak wtedy potoczyłyby się losy świata. III Rzesza stała się także przyczynkiem do napisania książki „Hitler i święte insygnia” przez Sydney’a D. Kirkpatricka. Ale teraz przyszedł czas na coś nowego. Tę nowość serwuje czytelnikowi Timur Vermes w swojej powieści „On wrócił”.


Jest rok 2011. Hitler budzi się gdzieś w Berlinie, ale nie jest to Berlin, który zapamiętał. Mimo wojskowego munduru, nikt nie wita go Niemieckim Pozdrowieniem, nie widać śladu zniszczeń na ulicach, a chłopcy z Hitlerjugend nie mają zielonego pojęcia kim jest. Kiedy na dodatek Martin Bormann nie odpowiada na jego wezwania i okazuje się, że wszyscy współpracownicy są prawdopodobnie dawno martwi, Fuhrer przekonuje się, że musi wziąć sprawy w swoje ręce. I tak oto zaczyna się książka, która z każdą kolejną stronicą z opowiastki, jak to Hitler próbuje odnaleźć się w XXI wieku, zamienia się w ostrą satyrę polityczną obnażającą niejednokrotnie wady społeczeństwa niemieckiego, ale nie tylko. Odniesienia do Niemiec można by w zasadzie zamienić na odniesienia do całej cywilizacji zachodniej, a książka nie straciłaby wcale na wartości.


Na kartach książki możemy niejednokrotnie uśmiechnąć się, śledząc poczynania Hitlera. A to próbuje zrozumieć jak działa Internet, a to zachwyca się działaniem kas bezobsługowych w Rossmanie, czy też wytrzymałością siateczek foliowych. Z drugiej strony niejednokrotnie, jak napisał o książce magazyn „Stern”: „śmiech więźnie w gardle”. I nic dziwnego, bo mimo że w „On wrócił” głównym bohaterem jest Hitler, to powieść opowiada raczej o tych, którzy potrafią zapewnić ludziom podobnym Fuhrerowi prostą drogę do ogromnego sukcesu. Na skutek dziwnego zbiegu okoliczności Hitler bowiem trafia do programu rozrywkowego, gdzie głosząc nazistowskie hasła zyskuje ogromną popularność. Społeczeństwo jest przekonane w znacznej większości, że osoba na ekranie telewizorów to zwykły sobowtór, ale ciarki przechodzą, kiedy czytamy w pewnym momencie, jak ekipa telewizja, ciesząc się z sukcesu programu wykrzykuje na cześć Hitlera „Sieg Heil!”. I nie pomaga przekonanie, że całe show jest robione tylko po to, by coś takiego jak koszmar III Rzeszy już nigdy się nie powtórzył.


Vermesowi udało się oddać sposób, w jaki przemawiał i być może myślał Hitler. Książkę czyta się szybko, mimo dość małego rozmiaru czcionki. Dzięki swej satyrycznej formie patrzymy na nią z przymrużeniem oka, jednakże mamy wrażenie, że coś takiego mogłoby się zdarzyć naprawdę. I chyba to właśnie przeczucie sprawia, że nie da się traktować powieści jako tylko lekką opowiastkę jak to Hitler stał się celebrytą.


Na kartach powieści Timura Vermesa On rzeczywiście wrócił. Wróci zapewne jeszcze w niejednym filmie, książce czy dokumencie. Oby jednak nigdy nie pojawił się znów naprawdę.


Magdalena Wiejak


foto:alessa.in

On wrócił - i ma się dobrze! komentarze opinie

Dodajesz jako: Zaloguj się